strona głównakatalog kursów językowychjak wybieramy szkoły?  miasta alfabetycznieszkoły na mapach jak rezerwować?promocje
        

 

 

  AKTUALNOŚCI Z LONDYNU

DZIAŁ POD PATRONATEM PORTALU:


Autor Kasia Kuchnowska Na zdjęciu: Marcin, Filozof i Paulek

Dajemy radę
 


Minęły dwa miesiące od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Tłumy naszych rodaków nie zalały Wielkiej Brytanii. Sensacyjne doniesienia mediów o Polakach koczujących na Victorii nieco straciły na aktualności. Kto miał przyjechać - przyjechał. Kto miał wrócić - wrócił. Co się stało z tymi, którzy zostali?

Wtopili się w londyński tłum, rozjechali się po różnych zakątkach Zjednoczonego Królestwa i Irlandii. Praca zabiera im większość czasu, jednak kilku z nich zgodziło się opowiedzieć o swoich pierwszych wrażeniach w UK. Podoba im się tu bardziej lub mniej, ale dają sobie radę.

Paweł I (27)

Przyjechał 4 maja. Przez kilka lat musiał finansować studia - swoje i żony - w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Częstochowie. Po obronie, chociaż oboje starali się pracować, zostali z kilkoma tysiącami złotych długu i bez widoków na przyszłość.

W kwietniu żona spotkała przez przypadek znajomego z Londynu, zaproponował jej pracę sprzątaczki na budowie. Żona się bała, ale Paweł postanowił spróbować. Wcześniej przez kilka miesięcy zbierał pomodory we Włoszech, sporo jeździł po Europie, więc stwierdził, że i w Londynie da sobie radę. W ciągu 2 tygodni pozamykał wszystkie sprawy w Polsce, spakował walizkę i wsiadł do autobusu.

24 godziny podróży nie były zbyt przyjemne. "Przyczepił się do mnie jakiś Staszek, całą drogę pił czystą z gwinta, koniecznie chciał, żebym z nim jechał do Slough. Podobno mieli tam rewelacyjną robotę na budowie. 2 Ł na godzinę i 11 facetów w pokoju! Staszek twierdził, że jest zajeb... Nie mogłem się go pozbyć nawet na Victorii."

Na dworcu Paweł przesiedział 5 długich godzin - autobus przyjechał za wcześnie, chłopak, który załatwił pracę miał zepsuty telefon, jego koleżanka nie przychodziła.

Na szczęście w końcu wszystko się poukładało. Mieszkanie i praca czekały tak, jak to było umówione. Paweł sprząta na budowach za 35 Ł dziennie (45 Ł w niedziele i święta). "Praca jak praca - trzeba zacisnąć zęby i robić. Nie jest źle, chociaż trochę za dużo ludzi chce mną rządzić." Co dalej? "Tak do końca nie wiem. W październiku wracam do Polski na 2 tygodnie. A potem? Zobaczy się."

Ela (45)

Przez ostatnie kilka lat pracowała jako dietetyczka i szefowa kuchni w sanatorium. Od paru miesięcy wiedziała, że dyrektorka zamierza ogłosić upadłość placówki i zaczęła przygotowywać się do wyjazdu do Angli. Wypytywała znajomych, zbierała informacje i pilnie uczyła się języka. 5 maja razem z koleżanką przyjechała do Londynu. Krewna dała im adresy miejsc, w których można szukać pracy, pokazała okolicę, zostawiła im swój pokój i wyjechała do Polski na wakacje.

Codziennie przez kilka godzin Ela szukała jakiegoś zajęcia, ale jedyne co jej się udało znaleźć ze słabym angielskim, to 3 godziny sprzątania w barze. Koleżanka dostała pracę z mieszkaniem i wyprowadziła się. Kiedy krewniaczka wróciła z Polski, Ela była bliska rezygnacji.

Wreszcie po kilku dniach wspólnymi siłami znalazły dla niej legalne zajęcie. Przez 2 godziny dziennie sprząta bank za 4.5 Ł na godzinę, przez następne 3 godziny prywatny dom opieki dla psychicznie chorych (5Ł/h).

Resztę czasu Ela spędza na nauce języka. Chciałaby za kilka miesięcy, może rok pracować w swoim zawodzie, w kuchni. Może w szpitalu, może w domu opieki czy szkole.

Londyn strasznie jej się podoba. "Jeśli tylko się uda, to tu zostanę. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie mnie stać na wynajęcie większego pokoju i sprowadzenie do Anglii nastoletniej córki. Okropnie za nią tęsknię i chcę, żeby mogła wreszcie żyć w normalnym kraju, wśród normalnych ludzi."

Paweł II (25)

Przyjechał 6 maja. Został w Londynie. Pożyczone 320 funtów, które zabrał z Polski nie wystarczyło mu nawet na pierwszy miesiąc. "No policz sobie: mieszkanie + depozyt + travelki + jedzenie + rejestracja w Home Office. Nie ma szans."

Na szczęście kumpel, który mieszka tu od kilku miesięcy, załatwił mu pracę w restauracji na stanowisku kitchen portera. Praca jest legalna, za najniższą stawkę (4.5 Ł - podatek), ok. 35 godzin w tygodniu. Da się żyć. "Zawsze to lepsze niż polska beznadzieja."

Paweł pracował jako kasjer główny na poczcie. Pensja - ok. 800 zł. Czasami, jak podwładni zrobili manko, musiał oddać do kasy kilkaset złotych z własnej wypłaty. Nie stać go było na wymarzone studia w szkole filmowej, ani na samodzielne życie. W Londynie jest inaczej. Wszystko się może zdarzyć. Na razie pracuje i uczy się języka, który niestety zna raczej słabo.

"Nie wiem co dalej. Po prostu chciałem stamtąd wyjechać, zobaczyć inne życie, inny świat. Może pojadę gdzieś dalej? Marzy mi się praca przy produkcji filmów. A Londyn? To był dla mnie szok. Po tych dwóch miesiącach na pewno stałem się bardziej tolerancyjny."

Kudłaty (25)

Pierwszy raz był w Anglii 4 lata temu, pracował na farmie. Ma w Londynie kilku znajomych, nie jechał więc w ciemno. W Polsce skończył prawo administracyjne i przez rok jedyne ofery pracy jakie dostał, to staże absolwenckie za 400 zł albo posady z najniższą pensją krajową. Do Londynu przyjechał 7 maja i został. "To miasto, to wspaniały pępek świata."

 

"Cały wyjazd był trochę na wariata, gdyż planowałem przyjechać dopiero we wrześniu. Ale we wtorek kolega zadzwonił, że ma dla mnie pracę i mieszkanie. Tego samego dnia kupiłem więc bilety i w piątek wylądowałem w UK." Kudłaty pracuje 38-45 godzin tygodniowo jako barman w pubie sieci O'Neill's. Mieszka we własnym pokoju. Po odjęciu wzystkich kosztów utrzymania zostaje mu ok. 100 Ł.

"Lubię tę pracę. Manager jest Anglikiem, wspaniałym człowiekiem, nie robi żadnych problemów. Nie traktuje nas jak podwładnych, ale jak członków zespołu."

Chociaż Kudłaty całkiem nieźle zna angielski (mniej więcej na poziomie FCE), zamierza wkrótce zapisać się do szkoły językowej. Następnie chce nostryfikować swój dyplom. "Może zrobię roczne studium podyplomowe? Na pewno wiem, że nie będę cały czas barmanem. Anglia to jest kraj dla ludzi, nie przeciwko ludziom."

Ryszard

21 maja z 30 funtami w kieszeni wylądował w Newcastle. Opłacił dwa noclegi w schronisku młodzieżowym... "Najgorsza była niedziela, 23 maja, kiedy miałem już tylko 3 Ł. Ale też miałem największą motywację do znalezienia pracy. I udało się. Dostałem pracę >z buta<, zacząłem ok. godziny 15:00, po przepracowaniu 8 godzin jako kitchen porter pożyczyłem od managera 20 Ł, żeby móc przeżyć następny dzień."

Potem jakoś już poszło. Dziś Ryszard zarabia ok. 200 Ł tygodniowo, jedzenie w swojej restauracji ma za darmo, a napotkanych Polaków bardzo chwali.

"Szef jak się dowiedział, że jestem Polakiem był zachwycony. Polacy mają tu wyjątkowo dobrą opinię, są wg szefa 2-3 razy wydajniejsi od Anglików.

Całej mojej wyprawie przyświecała myśl, że skoro w Anglii są emigranci np. z Afryki, którzy przedostali się jakimś cudem z Francji przez kanał, nie mając grosza przy duszy, nie znając języka i udaje im się jakoś przetrwać, to dlaczego mi ma się nie udać?"

Seba (20)

Postanowił przyjechać, bo zawsze lubił wyzwania. Sprzedał rower, pożyczył kasę od dziadków, rodziców i na początku maja znalazł się w Milton. Wcześniej czytał w Internecie "co tam w Anglii słychać" i zdecydował się nie wybierać Londynu, bo za dużo w nim Polaków.

W Milton nie znał nikogo, znał za to dobrze angielski. Pytał wszystkich, jak znaleźć pokój i wreszcie trafił na odpowiednią osobę, która mu pomogła. Następnie zabrał się za poszukiwanie pracy.

"Pierwszy tydzień krzątałem się po urzędach i agencjach, żeby dowiedzieć się jak znaleźć pracę. To był zły pomysł. Połaziłem potem po supermarketach, ale nikogo nie potrzebowali. Po kolejnych dwóch dniach intensywnych poszukiwań znalazłem wreszcie restaurację, która zgodziła się mnie zatrudnić na stanowisku junior chief za 5.25 Ł na godzinę. Mam zamiar pracować 50 godzin w knajpie i wziąć jeszcze jakieś dodatkowe 10 czy 20 godzin - np. roznoszenie ulotek."

Anglią jest zachwycony. "Ludzie mili, pogoda ładna, wszyscy mówią >dzień dobry<, nawet nie takie złe jedzenie, tylko pokój drogi - 60 Ł za tydzień. Jest super, cieszę się bardzo, że tu jestem, nie cierpię Polski."

Marcin (31)

Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, ostatnio pracował jako specjalista od spraw handlowych w firmie produkującej mrożonki. Nade wszystko jednak lubi zajmować się komputerami. Kiedy stracił pracę, postanowił spróbować szczęścia na emigracji.

Przerażony doniesieniami mediów o tragicznej sytuacji w Londynie i "koczownikach" na Victorii, wszystkie formalności załatwił już w Polsce. Przez firmę pośredniczącą wyjechał do legalnej pracy na budowie w Irlandii.

W niedzielę wylądował w maleńkim, turystycznym miasteczku 5 mil od Kenmare. Razem z kolegą dostał domek - pokój z kuchnią i łazienką. "Zimno koszmarnie - w nocy jest z 10 stopni, do tego cały czas okropna wilgoć i nic nie schnie."

W poniedziałek rano, wraz z innymi Polakami ze swojej grupy, zaczął pracę. Przez 7-8 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu miesza zaprawę. "Praca jest strasznie ciężka. Nigdy w życiu tak ciężko fizycznie nie pracowałem! Bolą mnie wszystkie mięśnie, mam nadwyrężone stawy, a tych Irlandczyków za nic nie da się zrozumieć. Jak by po szwedzku gadali.

Mamy 3 szefów. Nie wiem, czy któryś z nich podstawówkę skończył. Dwóch jest całkiem sympatycznych, ale im tu się wszystkim wydaje, że jeśli nie rozumiesz ich języka, to jesteś debilem. Nie dociera do nich, że potrafisz samodzielnie myśleć."

Marcin zarabia 7.20 euro na godzinę. Pracuje 53 godziny tygodniowo. Miesięcznie udaje mu się odłożyć 1000 euro, zwłaszcza, że nie ma ich gdzie wydać. Umowę ma do końca listopada, ale planuje odejść wcześniej i przeprowadzić się do Anglii. Ze swoim bardzo dobrym angielskim nie powinien mieć problemów ze znalezieniem pracy nawet w Londynie. Na razie stara się po prostu o niczym nie myśleć i podziwiać przepiękne, absolutnie niesamowite irlandzkie krajobrazy.

 


 

 
 

INWESTUJ W SWOJĄ PRZYSZŁOŚĆ I REALIZUJ PLANY

PROGRAM PARTNERSKISZUKAJREKLAMAO NAS KONTAKTWY O NAS

Oferta - Au Pair - Nauka i praca - Praca - Kursy językowe - Kursy konwersacji w Anglii i Londynie - Ferie Zimowe 2014 kursy i obozy językowe dla młodzieży 13-17 - Kwatery - Uniwersytety - Forum - Niezbędnik - Kontakt - FAQ - Aktualności - Kursy angielskiego w Londynie - Kursy angielskiego w Anglii - Szkoły języka angielskiego w Londynie - Szkoły języka angielskiego w Anglii

- Tanie rozmowy z Anglii do Polski - Tanie rozmowy do Polski - Tanie rozmowy do Polski z telefonów stacjonarnych - Tanie rozmowy do Polski z telefonów komórkowych  - Darmowe rozmowy do Polski  -Zakwaterownie w Londynie dla grup  - Free calls to Poland - Free calls to Poland from landlines - Free calls to Poland from mobiles - How to call Poland for free from mobile

Ubezpieczenie - Katalog szkół językowych - Internet w Anglii - Promocje - Najpopularniejsze szkoły w Londynie i Anglii - Szkoły językowe w Anglii -

- Kursy językowe w Anglii - Szkoły na mapach - Mapa strony

  

Send mail to info@polskA-Anglia.co.uk with questions or comments about this web site. Advertising/ Reklama
Copyright © 2000-2017 Polska-Anglia Ltd Registered in England No. 8445654. The registered office of the company is 3-4 Bower Terrace, Tonbridge Road, Maidstone, Kent ME16 8RY. Wszystkie prawa zastrzeżone.
No part of this site may be reproduced or stored in a retrieval system.
Every effort has been taken to ensure the accuracy of the content of this site but the publisher cannot be held responsible for the consequences of any errors.  A number of external links exist within the site and the publisher does not endorse any such external links. We recommend: tanie rozmowy do Polski.